Poznan Agile User Group – wywiad z Piotrem Trojanowskim

paug Dzisiaj prezentujemy Wam wywiad z Piotrem Trojanowskim, który jest liderem poznańskiej społeczności agilowej Poznan Agile User Group. Chcemy zachęcać wszystkich do uczestniczenia w swoich lokalnych społecznościach, poprzez wywiady i relacje z tychże możecie ocenić wartość i – do czego zachęcamy – włączyć się aktywnie do działania u siebie w mieście.

Czym jest Poznan Agile User Group?

Piotr Trojanowski: Dla mnie Poznan Agile User Group jest przestrzenią dla ludzi, którzy chcą rozmawiać o agile, potrzebują tego do pracy i potrzebują tego, bo ich to kręci. Widzę to jako otwartą przestrzeń dla pasjonatów, dla miłośników, czy jak to mówią ostatnio modnie – dla amatorów.

Jaka jest historia PAUGa, kiedy to się zaczęło?

Sam się zastanawiam, czy i ile jeszcze z tego pamiętam. Może razem jakoś to lepiej odtworzymy. W moim przypadku zaczęło się od tego, że miałem niezaspokojone potrzeby używania agile’a, dyskutowania o tym, rozwoju w kierunku metodyk agilowych i szukałem dobrej platformy, na której możnaby to umiejscowić najlepiej. Jak zwykle okazywało się, że w pracy nie ma na to czasu. I wtedy właśnie usłyszałem, że w Poznaniu była jakaś inicjatywa społeczności w 2009/2010 roku. Ta inicjatywa była już martwa, przetrwała dosłownie kilka miesięcy. Nie wierzyłem, to nie mogło upaść, takie społeczności po prostu muszą chwycić, bo taka jest teraz rzeczywistość. Jeśli coś upadło, to znaczy że było źle zrobione. Zacząłem się rozglądać, dopytałem też Tomka Dąbrowskiego, który jakoś firmował poprzednią nieudaną próbę. I poszło bardzo spontanicznie. To był taki okres, w którym nie wierzyłem w to, co się dzieje. Do kogokolwiek bym nie poszedł, o coś nie zapytał, nie zapukał w jakieś drzwi, to te drzwi się otwierały i za tymi drzwiami stał człowiek, który coś chciał zrobić. Tak było przede wszystkim z Coworkingiem Zoo, który od razu zaoferował mi przestrzeń i wsparcie, a atmosfera tego miejsca przez cały ten czas promieniuje na nas dobrą energią. Tak też było ze słynnymi polskimi nazwiskami. Ja zupełnie na pałę i od czapy zaprosiłem Kasię Terlecką, zaprosiłem Tomka Włodarka, zaprosiłem Pawła Brodzińskiego. Po prostu wysłałem maila: „cześć jestem Trojan, przyjeżdżaj” i oni odpowiadali „spoko, przyjadę, żaden problem”. I tak było na każdym kroku: ktoś przygotował grafiki, logo grupy, później napisałem do Atlassiana żeby dali mi licencję darmową na Wiki – dali mi. I tak się to ciągnęło gdzieś od lutego do czerwca 2012. Pierwsze spotkania były co tydzień, w bardzo małym gronie…

Małym czyli jakim?

Głównie Cognifide’owym wtedy, dwie-trzy osoby, maksymalnie cztery. I tak naprawdę z rozpędu gadaliśmy o rzeczach Cognifide’owych. I tam właśnie, po godzinach, powstawały najlepsze pomysły, co zrobić w Cognifide. I później braliśmy to do pracy. Oczywiście, z różnym skutkiem udawało się to zrealizować, ale poczuliśmy, że ta ścieżka naprawdę działa i była wtedy niesamowita energia. Zresztą to była wiosna, początek lata. Jednym z głównych punktów wtedy było spotkanie, na którym pojawili się Michał Rączka, Ty, Grzegorz Szałajko z kolegą z Poznania, Grzegorzem Dzwonnikiem, i zamiast siedzieć w budynku poszliśmy wtedy do Starego Zoo, bo było piękne popołudnie. Powiedziałem Wam, ze chcę zrobić jakiś event na jesieni, żeby pompować energię, żeby dać znać ludziom na rynku w Poznaniu, że jesteśmy. Tam dostałem pierwszego klapsa od nich, bo wyśmiali moje pomysły, szczególnie na nazwę 😉 W ogóle mówiliśmy o formule tego wydarzenia – pytanie jak to zrobić, by ludzie przyszli po pracy, bez konieczności zwalniania się wcześniej, albo brania dnia wolnego. Wszystko miało być za darmo, prelegentów już wtedy miałem kilku, w końcu stanęło na formule takiej, że spotkania festiwalu będą odbywać się co tydzień w poniedziałek, przez miesiąc,o tej samej porze. Wtedy właśnie dostałem klapsa na temat nazwy – miała być w stylu „poznańska jesień agilowa” i wszyscy się mocno z niej uśmiali, więc po tej dyskusji powstała nazwa „Agile Festiwal”, bardziej budująca, zachęcająca i otwarta. Nie pamiętam jak to było z Tobą Kuba, ale wiem, że głównym źródłem prelegentów byłeś właśnie Ty.

Po kolejnej konferencji, na której byłem i ktoś stwierdzał ponownie, że dużą wartość dają mu społeczności praktyków, zaczał chodzić mi po głowie pomysł, że może by zaktywizować lokalną społeczność. I nagle się okazało, że nie byłem w stanie dotrzeć do społeczności, póki się nie zainteresowałem. Akurat Michał Rączka dał znać, że jest taka inicjatywa, i też tak w okolicach późnej wiosny dołączyłem i zacząłem regularnie przychodzić. I w tym Starym Zoo też byłem 😉 siedzieliśmy sobie koło wybiegu dla małp i rozmawialiśmy o agile’u.

Dokładnie tak. Później głównym źródłem dużych nazwisk prelegentów było Allegro i tak to poszło, od tego czasu jedziemy, ale takie było początki. Teraz jest już zupełnie inna formuła, nie jest to co tydzień, nie jest to w małych grupach, nie jest to rozwiązywanie bieżących problemów, raczej bardziej wykładowa forma.

A jak oceniasz aspekt networkingowy grupy? Czy poznałeś nowe osoby na grupie czy znałeś większość z nich przed zaangażowaniem się w grupę?

Bardzo dużo, 99% ludzi, poznałem na PAUGu. Całą przestrzeń poznańskiego networkingu poznałem na grupie. I tak jak cały czas mi tego brakowało – mieszkam w Poznaniu od 8 lat i przez 5 lat czułem, że cały czas znam zbyt mało ludzi – tak teraz czuję, że znam każdego i to jest wyśmienity efekt, potęga społeczności. Pewnie więcej ludzi tak to odbiera, przychodzą posłuchać, albo załatwić jakieś konkretne tematy czy po prostu utrzymać kontakt.

Kto był pomysłodawcą wyjścia do „Metki”?

[dopisek od redakcji – nieformalna część comiesięcznych spotkań PAUG, gdzie chętni przechodzą do pobliskiego baru]

<śmiech> To jest pytanie. Z tego co pamiętam pierwszy raz byliśmy w Metce w czasie Drugiego Festiwalu. Kto ten temat rzucił, nie wiem, ale wszyscy chcieli się napić piwa z Alistairem Cockburnem. Pierwszy raz chyba jednak był z Kasią Terlecką, poszliśmy najpierw do Metki, ale było późno, więc poszliśmy gdzieś „na miasto”. Ale na pewno wszyscy z Grupy chcieli pójść się napić z Alistairem. Dla mnie teraz jest to ważniejsza część PAUGa, niż samo spotkanie. Chciałbym rozbudować tę część, bo tam jest jakoś ten networking zapewniony i się rodzi dużo pomysłów.

Pytam, bo nie wszystkie społeczności praktyków, które znam, robią nieformalne wyjście po zakończonej prezentacji, a jeśli tak, to wychodzące grono jest bardzo wąskie. Doceniam bardzo wartość takiego wyjścia, część oficjalna skupia się na prelekcji i dyskusji w szerokim gronie, część nieoficjalna pozwala na dyskusje szczegółowe i bezpośrednie.

Brakuje mi paru wymiarów PAUGa, zwłaszcza tego pierwotnego wymiaru. Oprócz tych dużych zbiorowych wydarzeń, które się sprowadzają albo do warsztatu, albo przeważnie do wykładu, można mieć też sesje na zasadzie Bring Your Own Problem w małej grupie, ale też bym chciał, żeby tam było miejsce na jakiś coaching, czy to life’owy czy agilowy, żeby było miejsce na mentoring, na dokształcanie agilowe. Marzy mi się, że w ramach tego wieczoru da się zrobić z kimś face-to-face i rozpracować bezpośrednio jakiś problem. Dużo, dużo tych wątków jeszcze jest i chciałbym, by się spełniły. I wydaje mi się, że „Metka” jest najlepszym miejscem.

Jak byś scharakteryzował poznański świat agile, o jakich firmach słyszałeś, że mają jakąś formę agile u siebie?

Ja osobiście już dawno nie widziałem żadnego RFP, w którym firma biorąca udział w przetargu nie chwaliła się, że używa agile. RFP, które nie zawiera słówka „agile”, od razu jest wyrzucane do kosza. Niestety dużo, dużo firm pisze o agile, żeby to dobrze wyglądało na RFP. To budzi osobiście mój niesmak, że – jak wszędzie – wchodzi tu komercja, potrzeba rynku. Natomiast, jeśli chodzi o faktyczne używanie agile, jest sporo firm, które przynajmniej próbują w mniej albo w bardziej zorganizowany sposób, na który pozwalają im budżety czy inne czynniki. I to nie tylko scruma, ale też kanbana. Jakbym miał wymienić konkretne firmy, to Poznań zaczyna się od Allegro i z dużych firm jest później długo, długo nic. Natomiast zakwas poznański tkwi w małych i średnich firmach, to są firmy typu – strzelam, nie chcę być niesprawiedliwy – internetowykantor.pl (Currency One), podjęli ciekawe próby; Cognifide; Impaq, jedno z wcześniejszych wdrożeń scruma w poznańskiej firmie, zaczęliśmy w 2008 roku, byliśmy w pełni agilowi i co ciekawe przechodziliśmy bez problemu audyty ISO itd.; STX Next; światek startupowy, np. OpenNexus; część ludzi z Sii bardzo aktywnie próbuje; Cogision ; Espeo – choć Ci ostatni mają ograniczenie dla zwinności w tym, że robią dużo projektów unijnych, rządowych, dla publicznego sektora.

Czy masz już kogoś dogranego na kolejny, trzeci już, Agile Festiwal? Kiedy to będzie?

Terminów nie znam, tak naprawdę zależą od prelegentów, bo to pod nich się ustawiamy. Mamy w głowie paru ludzi spoza Poznania, bo takich chcemy w ramach festiwalu ściągać. No i głównym wątkiem, który próbujemy dopiąć, to wejście we współpracę z Agile Consortium. Mamy jakieś pierwsze kontakty z nimi, zresztą sami zaczęli działać z poznańskim WSB, był już pierwszy pokazowy wykład. I to jest jakiś wątek, co do reszty – nie zdradzam.

Z perspektywy ponad dwóch lat, jakie masz rady dla tych, którzy chcieliby zaanimować swoją społeczność agilową, co twoim zdaniem wyszło, a co nie wyszło?

Generalnie, z moich prywatnych rozważań i wspomnień wynika, że zawsze, gdy robisz coś dla społeczności, momentalnie pojawiają się wątki komercyjne. Takie aktywności można różnorodnie zmonetyzować. I z jednej strony to jest pokusa, bo jakaś tam monetyzacja by się przydała, żeby mieć pieniądze, by zapraszać kolejne osoby z zewnątrz, a na to nigdy nie ma za dużo pieniędzy. W sumie teraz nie mamy wcale pieniędzy, nie zaprosimy kogoś z zewnątrz, jeśli nie przyjeżdża tu przypadkiem do dużej znanej poznańskiej firmy. Ale też poza tym nurtem pojawia się mnóstwo propozycji sprzedaży, przekazania tego, co już mamy, skomercjalizowania, zrobienia do tego jakiejś przybudówki komercyjnej. Z mojej perspektywy ta grupa istnieje właśnie dlatego, że nic takiego nie wyszło, obroniliśmy się przed takimi zakusami. Cierpimy z jednej strony, bo nie mamy kasy, by sprowadzić tutaj dużych mówców, ale myślę, że to jest też dobry wariant, gdy dużych mówców sprowadzają firmy, a my jako społeczność z tego korzystamy przy okazji. Wierzę też w to, że na zasadzie wymiany, gdy my pojedziemy do innego miasta i powiemy coś fajnego, to ktoś przyjedzie do nas. Z drugiej strony moim wielkim marzeniem jest to, żeby mniej było czystej konsumpcji treści na PAUGu, a więcej wkładu ze strony różnych osób. Mam wrażenie, że ludzie – może to jest charakterystyczne dla Polaków – boją się występować, uważają, że ich problemy są banalne, niewarte przedstawienia, mogą być łatwo zaszufladkowane jako coś, co jest mało dojrzałe, coś co odkrywa niedojrzałość kultury danej organizacji itd. Jest to olbrzymi hamulec dla ludzi, a tak naprawdę jestem przekonany, że świetnych case’ów, o których warto mówić, mamy w Poznaniu setki i chciałbym, żeby ten przełom nastąpił, ale nie wiem, jak to zrobić. To może być częściowo kwestia kulturowa, w Ameryce nie wstydzą się mówić o prostych rzeczach długo, w Polsce jest odwrotnie, wstydzimy się nawet mówić o ważnych rzeczach i to krótko. Bardzo bym chciał, by ludzie po prostu przyszli i nie bali się tego, że zostaną zaraz ze wszystkich stron potraktowani rentgenem. Ja sam się też na tym łapię – o czym można powiedzieć – a potem orientuję się, że mam tyle case’ów, „po prostu zrób to”. Na szczęście na razie mamy prelegentów, więc jakoś się to kula, ale moim marzeniem jest, żeby zwiększyć pulę i zacząć rozmawiać po prostu o codziennych sprawach, nie wstydzić się tego.

Dzięki za rozmowę, powodzenia.

****

Spotkania Poznan Agile User Group odbywają się w każdy pierwszy poniedziałek miesiąca o 17:30 w strefie Coworkingowej ZOO na ul. Zwierzynieckiej 20, 2 piętro. Zawsze aktualne informacje na temat nachodzących spotkań można znaleźć na grupie PAUG na Linkedin.

Jeden komentarz do wpisu: “Poznan Agile User Group – wywiad z Piotrem Trojanowskim

  1. Hej,

    Ciekawy wywiad :). Na PAUG pojawiłem się dopiero dwa razy ale bardzo mi się spodobało i mam apetyt na więcej. Zastanawiałem się jak grupa powstała i jak wyglądały pierwsze spotkania i mam teraz odpowiedź :).

    Bardzo mi się podobał wątek opisujący uniki przed pokusami brzęczącego trzosu. Domyślam się, że to może być trudne, bo komercja może zakraść się przez chwilę „nieuwagi”. Jedną nietrafioną decyzję…

    Wątek o problemach z otwarciem się ze swoimi problemami – o rozmawianiu o codziennych sprawach z którymi w danym momencie się borykamy – uzmysłowił mi, że ja właśnie z takim obawami szedłem na moje pierwsze spotkanie. Zastanawiałem się, ile będę musiał sam mówić i się „odkrywać”. Obawy oczywiście szybko uleciały w trakcie spotkania. Ale rzeczywiście jest coś na rzeczy, że jesteśmy dość „zamknięci w sobie”.

    Powodzenia i do zobaczenia!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Ta strona używa Cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie ciasteczek zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Akceptuję, bo lubię Was czytać.
x