Shakatonowane zespoły

Uczestniczyłem niedawno w hakatonie „BrainCode mobi” jako mentor i jak się spodziewałem, dało mi to pozytywny zastrzyk wiary w samoorganizację zespołów, kreatywność ludzi realizujących zadania, które sami sobie wybrali i porcję przemyśleń na temat aplikowalności agile w pracach startupów i bardziej tradycyjnych firm.

Ciekawym dla mnie aspektem było to, że większość zespołów bardzo intuicyjnie przeszła do realizacji projektu raczej jako całość i dopiero po głębszej dyskusji dawali się przekonać do przyrostowego podejścia, integrowania części pracy w trakcie dnia i próby zrobienia dema przypadkowemu użytkownikowi (chociażby mi jako mentorowi). Kilka zespołów miało imponujące pomysły, ale nie miały szans zaprezentować się jury konkursu po całym dniu kodowania, ponieważ ich produkt… nie działał, a slajdy w powerpoincie oddawały idee, ale nie wypełniały potrzeby posiadania gotowego produktu.

Fascynujące było też rozmawianie z wizjonerami produktów w danych zespołach, którzy snuli opowieści o wszystkich funkcjach, jakie produkt mógłby posiadać, ale znacznie trudniej przychodziło zaprezentowanie „walking skeletonu”, wersji posiadającej absolutnie podstawowe fragmenty, ale za to wypełniające cały proces istotny z perspektywy użytkownika docelowego. Koniec końców bardzo udane produkty powstały w tych zespołach, które iterowały w trakcie dnia, mogły przetestować końcową wersję produktu kilkukrotnie, a pod koniec dnia dopracować ten zakres funkcji, który już mieli skończony, zamiast do ostatniej chwili próbować dogonić przewidywany kompletny zakres. Jeśli traktować jako wymierny wskaźnik wyniki konkursu na najlepsze aplikacje, wszystkie  miejsca premiowane zajęły aplikacje, które powstawały i miały gotowe kolejne wersje w trakcie całej doby. Ten aspekt bardzo przypomina mi projekty w pełnej skali, znacznie prościej i bezpieczniej zrealizować najważniejszy fragment przewidywanego zakresu, zrobić go dobrze niż mieć ambitne plany ale nie posiadać nic albo prawie nic, gdy przychodzi termin albo kończy się cierpliwość inwestorów.

Odświeżające jest obserwowanie interdyscyplinarnych zespołów siedzących blisko siebie, w których członkowie dopełniają się kompetencjami i bezpośrednio współpracują. Grafik, backendowiec czy programista Androida ramię w ramię rozwijający ten sam produkt, wzajemnie się wspierający i  przekazujący fragmenty zadań łączących się w całość. Gdy ludzie tworzą zespół i mają wspólny cel (wygrać, albo chociaż dobrze się bawić), sami mają wpływ na to co realizują, to zespołowość jest naturalna na tyle, że nikomu nie trzeba tego tłumaczyć – podejście niezwykle rzadko spotykane w tradycyjnych organizacjach i silosach.

Gratuluję zwycięzcom i dziękuję uczestnikom, sam też wiele nauczyłem się, tłumacząc osobom zupełnie świeżym w metodykach zwinnych niuanse różnic między technikami, frameworkami czy praktycznymi aspektami wykorzystania scruma czy kanbana.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Ta strona używa Cookies, korzystając z niej wyrażasz zgodę na używanie ciasteczek zgodnie z ustawieniami przeglądarki. Nasza Polityka Prywatności
Akceptuję, bo lubię Was czytać.
x