Z pamiętnika młodej scrummasterki

Młoda Scrum MasterkaPoniedziałek

Wspaniała wiadomość, dostałam nowy zespół! Wreszcie ktoś zobaczy, jak dobrą Scrummasterką jestem, wreszcie ktoś doceni moje starania. Poprzedni zespół był słaby i po prostu nie umiał docenić tego, jak jestem obeznana w tych wszystkich technikach adżajlowych, poza tym byli uprzedzeni, ponieważ nie bałam się im wytykać tego, że nie rozumieją Scruma. Zaczynam od planingu, już na dzień dobry dobrze ich zmoderowałam – chcieli się wziąć za rozmowę, a przecież zabrakło mojego wstępu. Otwarłam spotkanie 15 minutowym wykładem, czym jest planowanie sprintu i dlaczego jest istotne dla zespołu, zachęciłam ich wszystkich do aktywności i dla pewności rozdałam też wydrukowaną odpowiednią stronę Scrum Gajda, z zaznaczonymi kolorowymi mazakami najważniejszymi zdaniami. Zespół oniemiał z wrażenia, super, punkty dla mnie!

A skoro już oniemieli, zaproponowałam, że rozpiszę elementy Backloga na taski i zaczęłam podpytywać, kto się zgłosi do danego zadania. Zespół nadal trwał w zachwycie, więc stwierdziłam, że dla zachęty poprzydzielam trochę zadań. Jakiś naburmuszony Developer (ksywa Sweter) zaczął protestować, że do tej pory planowali zupełnie inaczej, ale ucięłam szybko stwierdzeniem “ale teraz macie mnie!”.

Zapędziłam też ich do szacowania, coś chrząkali o nołjestimejt, cokolwiek to znaczy. Estymaty są przecież niezbędne, mają mi pokazać, ile im zajmie praca w potęgach dwójki, a ja im szybko przeliczę to potem na poszczególne dni pracy i będziemy mogli rozliczyć realizację story pointów. Sweter zapytał, dlaczego nie chociaż ciąg Fibonacciego, ale wbiłam mu ćwieka pytaniem – czy wie jaki jest 10 element ciągu, a jaka jest wartość 2 do potęgi dziesiątej? Ewidentnie trafiłam w punkt z argumentami, bo nie dyskutował już w ogóle.

Wtorek

Spóźniłam się na daily, ale przecież Scrummaster nie musi brać w nim udziału, więc żaden problem. Przerwałam im pracę i poprosiłam o szybką informację, co było omówione na spotkaniu.

Środa

Tym razem się nie spóźniłam, tylko przyszłam lekko po rozpoczęciu, no jakieś 8 minut po starcie. Developerzy stali bezładnie w grupce pod tablicą, ktoś się opierał o ścianę, ktoś ukucnął, dyskutowali zawzięcie o jakiejś przeszkodzie. Przerwałam im ten pokaz antywzorca Daily i opowiedziałam, jak to spotkanie powinno wyglądać. Przede wszystkim wszyscy muszą stać w równym półkolu, Scrummaster pod tablicą, na wprost pozostałych. Każdy członek zespołu musi koniecznie odpowiedzieć na 3 pytania, które zadaje Scrummaster i gdy odpowie na nie, w milczeniu czeka na wypowiedzi pozostałych. Gdy każdy członek zespołu odpowie na pytanie Scrummastera, mogą wrócić do biurka i kontynuować pracę. Dla pewności dałam im też po wydruku Scrum Gajda z zaznaczonym fragmentem o Daily. Ponownie oniemieli, pewnie z zachwytu. Na pewno już zauważyli, jaką wartością jestem dla nich jako ich Scrummaster. Sweter znowu zaczął dyskutować, że oni Daily już od 3 lat robią w formule swobodnej rozmowy, ale tupnęłam nogą i ucięłam go bardzo trafnym argumentem – “Scrum mówi inaczej”. Inny developer (o nicku Chudy) zachichotał, na pewno docenił moją trafną logikę.

Czwartek

Dzisiaj Daily wyglądało modelowo, cały zespół zaskoczył mnie piękną postawą na baczność. Wszyscy zdecydowanym tonem deklamowali odpowiedzi na pytania, które im zadawałam. Wczoraj co prawda wysypało się środowisko testowe i niewiele się udało zrobić, więc odpowiedzi na pytanie pierwsze były dość podobne do siebie, mało konkretne były też odpowiedzi na pytanie drugie, ale na szczęście w pytaniu trzecim nikt nie zasygnalizował żadnych przeszkód. Od razu widać rękę dobrego Scrummastera, ledwie do nich dołączyłam i już wszystkie tematy toczą się bez przeszkód, a daily wygląda modelowo.

Czwartek popołudnie

Pod koniec dnia Product Owner przyszedł popracować z zespołem nad Product Backlogiem. Opowiedziałam im przez 30 minut dlaczego Product Backlog jest ważny i z jakiego powodu trzeba go często groomować. Sweter zwrócił uwagę, że to słowo wyszło ze Scrum Gajda w ostatniej aktualizacji, ale co on tam może wiedzieć, przecież to ja mam certyfikat, a nie on. Trener (nazwiska już nie pamiętam) osobiście podpisał mi ten certyfikat, gdy rozdawał je na zakończenie szkolenia. Chudy zapytał, czy może poprosić o wydruk Scrum Gajda z zaznaczonym fragmentem na ten temat, ale akurat nie wzięłam ze sobą, bardzo żałował. PO zaczął proponować, żeby nie marnować już czasu, tylko zabrać się w zespole za rozpisanie jakiegoś “bididi”, ale przypomniałam mu, kto tu jest Scrummasterem i jakie są moje zadania. Po kolejnych 10 minutach wyjaśniania, że to ja moderuję spotkania, a nie on, zaproponowałam, żeby rozpisać Backlog w taki sposób, by każdy pojedynczy element znalazł się na odrębnym posticie. Mam żółte, czerwone i te jasnoniebieskie, które są tak trudne do zdobycia. Developer, który do tej pory ani razu się nie odzywał (Milczek), zwrócił uwagę, że na ścianie za mną rozrysowana jest impekt mapa, czy coś i że tam są przylepione wszystkie elementy Backloga w formie wydruku z naszego narzędzia. On chyba nigdy nie widział porządnego backloga – nie omieszkałam się z nim podzielić tą obserwacją. I zagoniłam ich do pisania na postitach wszystkiego od nowa. Po chwili usłyszałam jak skomentowali mój pomysł tekstem “Władca postitów” – bardzo mi się to spodobało!

Piątek

Developerom też się to musiało spodobać, bo rano mój monitor był cały zalepiony postitami. Taka nagroda dla mnie, super. Odwdzięczyłam się im i szybko poszłam do sklepu, kupiłam po lizaku i wręczyłam im jako podziękowanie za wspaniałą współpracę. Sweter burknął, że nie jest dzieckiem. Chyba będę musiała postarać się usunąć go z zespołu, bo ewidentnie nie rozumie, co to znaczy dobra zabawa w pracy.

Piątek popołudniu

Sprint Review rozpoczęłam od symbolicznego wytłumaczenia zespołowi i zaproszonym gościom z zarządu, czym jest to spotkanie i dlaczego jest ważne. Pamiętając też o Chudym, przyniosłam ze sobą wydruk ze Scrum Gajda, rozdałam im, żeby dobrze zrozumieli i zapamiętali. Zaskoczyłam też bardzo pozytywnie zespół, gdy odciążyłam ich z obowiązku prezentowania na Review – podłączyłam swój laptop i przeklikałam to, co udało się zrealizować. Nie było tego wiele i się trochę myliłam w tym, co miało być pokazane, ale widziałam, że Sweter, Milczek i Chudy byli bardzo zadowoleni, bo z zapałem przeglądali coś w swoich komputerach. Członkowie zarządu chcieli skomentować to, co zobaczyli w systemie, ale przerwałam im informując, że skończył się nam timebox.

Piątek koniec dnia

Przyszedł czas na retro. Zaskoczyłam wszystkich, gdy zaproponowałam, żebyśmy w ramach ćwiczenia budowania zespołu, pomalowali sobie wzajemnie twarze farbkami. Wyjątkowo się wkręcili w ćwiczenie i wymalowali pszczółki, motylki, kotki, moje chłopaki! Sweter zapytał, co w związku z tym ćwiczeniem udało nam się wszystkim zaobserwować w pracy zespołowej, ale ucięłam tę dygresję i zakończyłam udane retro, te rysunki na ich twarzach wyszły bosko.

Weekend

Przemyślałam ten tydzień pracy z zespołem i muszę zdecydowanie napisać książkę na temat scruma, bo widzę, że znam go na wylot i umiem przekazać tą wiedzę innym. Chętnie też opowiem o tym na najbliższych konferencjach, najwyższa pora zaatakować wszystkie otwarte Call For Papers.

 

Disclaimer:

Jakakolwiek zbieżność z postaciami prawdziwymi jest przypadkowa i niezamierzona

Jeśli masz zamiar zapytać „WTF?!” sprawdź datę publikacji wpisu

Jeden komentarz do wpisu: “Z pamiętnika młodej scrummasterki


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Ta strona używa Cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie ciasteczek zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Akceptuję, bo lubię Was czytać.
x