Coach jest świadkiem a nie uczestnikiem – wywiad z Magdaleną Giec o coachingu cz. 1

Magda GiecKuba: Czym jest coaching, tak jak Ty go rozumiesz?

Magdalena Giec: Dla mnie osobiście coaching to towarzyszenie człowiekowi w dogadywaniu się z sobą samym. Na rynku jest jeszcze pomieszanie pojęć i definicji coachingu. Według najnowszych standardów wypracowanych przez środowisko coachów, coaching to wspieranie rozwoju i pomaganie w osiąganiu celów klienta bez mówienia mu jak ma to zrobić. To ważne, bo jeszcze kilkanaście lat temu coach kojarzył się tylko z trenerem sportowym. Tego typu coach obserwował Cię, dawał Ci feedback, co możesz zrobić lepiej, a osoba, której udzielano takich uwag potem stara się robić “to” lepiej. Taki coach motywuje, zagrzewa do walki i stąd często ludzie stawiający przy słowie coach jakiś przymiotnik, na przykład Diet Coach, działają według schematu “powiedz mi co jesz, ja Ci powiem, czy to jest dobre, będę Cię motywował żebyś lepiej się odżywiał zgodnie z wiedzą, którą ja posiadam”. Tak naprawdę jest to doradztwo, gdzie specjalista, który „wie więcej”, ingeruje w życie klienta, który „wie mniej”. Dzisiaj, gdy zawód coacha się profesjonalizuje i środowisko wyznacza sobie standardy tej stosunkowo nowej profesji, jest już inaczej. Zgodnie z nową definicją coach ogranicza do minimum transfer wiedzy i doświadczenia ze swojego świata do świata klienta, zwanego też z angielska coachee. W niektórych szkołach coachingu wręcz zabrania się jakiegokolwiek przepływu wiedzy od coacha do klienta, by oddać pełną odpowiedzialność za swoje wybory w ręce coachee. Klienta uważa się za osobę dorosłą, odpowiedzialną, pełną zasobów i możliwości. Dlatego coach zadaje pytania, by tę wewnętrzną mądrość wydobyć, by to klient, a nie coach znajdował stosowne rozwiązania, pasujące do jego życia, jego osobowości i potrzeb. Coach przede wszystkim pyta i niekoniecznie musi mieć wiedzę z dziedziny, którą chce się zająć dana osoba i która przychodzi z tym do coacha. Czasem, paradoksalnie, wiedza specjalistyczna wręcz przeszkadza coachowi, ponieważ im więcej znamy szczegółów, tym bardziej szczegółowe padają pytania. Zamyka to drogę do eksplorowania nowych, zaskakujących ścieżek, co utrudnia kreatywność. Coach to jest ktoś, kto pomaga dojść z tego miejsca, w którym ktoś jest, tam gdzie chce się znaleźć bez mówienia mu jak to robić – to jest oczywiście wersja koszerna, taka najgrzeczniejsza, idealistyczna. W życiu bywa różnie. Coachowie starają się mówić jak najmniej, starają się tylko pytaniami uruchamiać kreatywność, pomysłowość, nowe spojrzenie na sprawę. Czasem zdarza się jednak, że oprócz samego zadawania pytań można się czymś podzielić: historią, anegdotą, książką. Jednak im mniej świata coacha w rozmowie, tym większa odpowiedzialność za wszystko, co się zdarzyło w czasie rozmowy po stronie klienta.

Wspomniałaś o tym, że rola coacha się kształtuje, że wcześniej to był prawie trener. Teraz to się staje coraz bardziej profesjonalne. Czy jest ktoś, kto nad tym czuwa? Czy to się dzieje samo, czy ktoś to organizuje?

Jest kilka ważnych i dużych organizacji coachingowych. Największa to International Coach Federation. Jest obecna w 110 krajach i ma ponad 20 000 członków, w tym ponad 10 000 akredytowanych coachów. W Polsce jest ich ponad 700. Akredytowani coachowie to osoby, które po pierwsze muszą mieć udokumentowane szkolenia coachingowe (minimum 60h), po drugie są obserwowani przez starszych, doświadczonych kolegów, zwanych mentor coachami. W zależności od ścieżki rozwoju mają od 3 do 10 godzin indywidualnej pracy nad własnymi sesjami coachingowymi, które są obserwowane i omawiane z doświadczonym mentor coachem. By podejść do międzynarodowego egzaminu ICF trzeba mieć udokumentowane 100 godzin pracy z różnymi klientami. Nie wystarczy skończyć kilkudniowego szkolenia i hop zdaję końcowy egzamin i mam międzynarodowy certyfikat! Według standardów ICF kończę szkolenie, zdaję egzamin końcowy w szkole, idę na wolny rynek i zdobywam klientów (100 godzin to wbrew pozorom nie mało) i dopiero wtedy mogę podejść do egzaminu zawodowego! Akredytowani coachowie zdają egzamin, który nie ocenia, czy sesja była fajna czy niefajna, ani nawet czy była skuteczna dla klienta czy nie, tylko ocenia konkretne kompetencje, sposób bycia z drugą osobą, tworzenia dobrej relacji, zaufania, uważnego słuchania, zadawania celnych pytań, otwierania nowych perspektyw w umyśle klienta, wspierania w planowaniu konkretnych działań prowadzących do osiągnięcia wybranych celów. Ocenia się to, jak słucha coach, w jaki sposób zbiera informacje, jak prowadzi rozmowę, czyli techniczne aspekty miękkich umiejętności bycia z drugim człowiekiem.

Ale ICF nie jest jedyną organizacją działającą w Polsce, mamy jeszcze dwa duże stowarzyszenia skupiające coachów z różnych szkół – jest European Mentoring and Coaching Council i jest jeszcze Izba Coachingu, ściśle polska organizacja. Są to trzy główne stowarzyszenia, które starają się dać coachom możliwość kształcenia się obserwowanego przez doświadczonych coachów, no i nadają certyfikaty. Nie jest to jednak w żaden sposób usankcjonowane prawnie. Zaczęły się w tej chwili duże prace, między innymi w ICF i EMCC w ramach Unii Europejskiej, żeby nadać temu zawodowi rangę, taką, jak się nadaje innym profesjom wspierającym.

Wspomniałaś o tym, że oceniane są techniczne aspekty umiejętności miękkich. Czy jest jakaś zamknięta lista, księga właściwych zachowań?

Jak najbardziej, tak. Można ją sobie znaleźć, jest to otwarcie wyjaśnione i opisane na stronie ICF albo w wersji polskiej – icf.org.pl – jest to 10 kluczowych kompetencji coacha oraz kodeks etyczny. Z dokumentów tych jasno wynika, co coach profesjonalny robi, a czego nie robi.

A jak Ty zostałaś coachem?

Żeby historia nie była zbyt długa 😉 najpierw lata rozwoju osobistego – dla własnej przyjemności robiłam mnóstwo szkoleń, miałam swoją normalną pracę, byłam tłumaczem, potem też nauczycielem francuskiego i angielskiego, a po godzinach rozwijałam się osobiście. W pewnym momencie dowiedziałam się, że na Uniwersytecie Jagiellońskim pojawiają się studia podyplomowe z coachingu. Już sama myśl, że mogę studiować na UJ była uskrzydlająca, więc natychmiast się tam zapisałam, choć cena była wtedy dla mnie ogromnym wyzwaniem. I okazało się, że UJ sprowadził do Polski naprawdę świetny program, program Erickson College z Vancouver z Kanady. Jest to szkoła, która jest obecna w tej chwili w 36 krajach świata, szkoła z wielką misją, by być obecnym we wszystkich krajach, które albo wyszły z reżimów totalitarnych, albo jeszcze się z tym zmagają, takie jak Chiny, kraje arabskie, kraje postsocjalistyczne, m.in. Polska znalazła się na liście. Szkoła działa z główną dewizą: Changing the world one conversation at a time. Misja, wartości, program, który jest uczony według najnowszych odkryć i standardów dotyczących pracy mózgu, pracy z umysłem świadomym i nieświadomym, uczenie przez zadawanie pytań, modelowanie, doświadczanie i szybką informację zwrotną. Gdy studiowałam coaching byłam nauczycielką języka francuskiego i porównywałam jak ja i moi koledzy uczą języka, skomplikowanej przecież umiejętności, a jak trenerzy Erickson College potrafili w 4 zjazdach czterodniowych nauczyć nas kompletnie nowego zawodu. Zrozumiałam, że różnica jest kolosalna! Naprawdę to jak trenerzy Erickson College uczą jest w pełni w zgodzie z tym, co głoszą. Jestem pewna, że inne programy – których jeszcze nie poznałam – też są świetne, ale tym, które są akredytowane przez ICF można naprawdę zaufać. One oczywiście kosztują swoje pieniądze, ale przynajmniej za ten program, który ja ukończyłam, mogę ręczyć i podpisać się pod nim obiema rękami. Każda złotówka tam jest dobrze wydana.

Czy taki program jest prowadzony przez praktyków?

Ależ oczywiście, oni muszą mieć odpowiednie „stopnie wtajemniczenia” w coaching, W ICF nie ma certyfikatu danego raz na zawsze i są trzy poziomy rozwoju. Na początku zdaje się pierwszy egzamin ACC (Associate Certified Coach), do którego można przystąpić, jeśli się odbyło minimum 100 godzin praktyki w zawodzie, z klientami, którzy za ten coaching zapłacili. Później jest PCC (Professional Certified Coach), to jest minimum 750 godzin udokumentowanego coachingu, Master Certified Coach to jest 2500 godzin plus też praca na rzecz środowiska, nauczanie innych. By być Masterem, trzeba być kimś, kto dzieli się ze wspólnotą coachów, wspiera innych w rozwoju. Dzięki takiej jasnej ścieżce już mając sam tytuł wiadomo, ile minimum kiedyś ktoś musiał mieć godzin, prawdopodobnie teraz praktykując ma ich jeszcze więcej i zbliża się do następnego progu. Dodatkowo każdy coach certyfikowany musi co 3 lata odnowić taką akredytację zdając na nowo egzamin, jeśli chce wejść na wyższy poziom, pracując z mentor coachem, który potwierdzi, że to, co dany coach robi mieści się w standardach ICF. Oznacza to, że pilnujemy się wzajemnie, żeby nie stworzyć zanadto swojego stylu, tylko naprawdę potrafić robić ten coaching „koszernie”, taki który jest według najlepszych wypracowanych zasad, które zostały uzgodnione przez grono doświadczonych coachów, żeby odróżnić nasz zawód od bycia terapeutą, doradcą, psychologiem, mentorem, żeby wyraźnie pokazać różnicę.

Jakie jest logiczne uzasadnienie dla tego, by tych poziomów certyfikacji było tyle? Z czego to wynika?

Tak naprawdę, pierwszy egzamin, który się zdaje, zdaje się jeszcze na wielkim entuzjazmie, jesteśmy jeszcze zakochani w zawodzie. “Wow, super, 100 godzin za mną, może nawet 200” – jest w tym dużo entuzjazmu debiutanta, ale tak naprawdę coach profesjonalny rodzi się między pierwszym egzaminem a drugim, między setną a siedemset pięćdziesiątą godziną praktyki. Entuzjazm ma prawo gdzieś na moment się rozwiać, pojawiają się trudne przypadki, z którymi trzeba się zmierzyć, z którymi chodzi się na superwizje czy interwizje z kolegami, które się omawia. Są też porażki, niedopasowanie do klienta i dopiero wtedy się okazuje, że pokora, to jest to coś, czego się trzeba nauczyć. Jeśli ktoś ma za sobą 750 godzin pracy w zawodzie, znaczy, że wiele osób temu coachowi zaufało i zapłaciło za dobrą usługę. Nienajlepsi coachowie po prostu wypadają z rynku. Więc jak ktoś już ma tytuł PCC, to prawdopodobnie nieraz się odbił od ściany, nieraz nie poradził sobie z jakąś trudną sytuacją, a mimo to wstał i zaczął szukać nowych sposobów na siebie i na klientów. To już jest dowód na to, że ktoś naprawdę w tym zawodzie czegoś dokonał i coś przeżył.

Kto nie powinien być coachem? Jakie są przeciwskazania do bycia coachem?

Teoretycznie wszystkiego można się nauczyć, ale ludzie, którzy mają nadmierne ego, czy też ludzie którzy mają nadmierną potrzebę gwiazdorzenia i brania na siebie sukcesu “jam to, nie chwaląc się, uczynił” – oni nie nadają się do tego zawodu. Coach jest świadkiem a nie uczestnikiem, jest cieniem, jest obok. To jest tak, że coachem jest nauczyciel Chopina, ale to Chopin jest mistrzem, to on jest oklaskiwany. Coacha nie ma, można szeptać na salonach “wow, kto go uczy, też chcę posłać do niej swoje dziecko”. Ale my nie zastanawiamy się, kto uczył Chopina, widzimy mistrza i jego arcydzieła. I dobrze!

Druga część wywiadu dostępna jest tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Ta strona używa Cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie ciasteczek zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Akceptuję, bo lubię Was czytać.
x