“Tysiące lat temu był Sokrates” – wywiad o coachingu cz. 2

Magda GiecKuba: Wiem, że znasz trochę agile. Jak agile ma się w Twoim rozumieniu do tego, jak Ty definiujesz coaching?

Magdalena Giec: Jest tu ogromne wspólne pole. W coachingu chodzi o to, by klient sam zorganizował się w swoim życiu, sam suwerennie, bez wsparcia doradcy wyznaczył sobie cel, zbadał wiele opcji, które istnieją, a potem ułożył dobry plan i go wykonał. Tak w skrócie wygląda normalna dobra sesja, gdzie 3 fazy dobrej sesji coachingowej to cel, szukanie opcji, plan działania. Jak to się ma do samoorganizującego się zespołu? Idealnie! Ale to jest fascynujące dla mnie, że te dwa światy w Polsce – agile i coachowie “koszerni” z ICF i innych stowarzyszeń właściwie niewiele wiemy o sobie wzajemnie. Nie wiem jak to się stało. My powinniśmy się poznać, mamy mnóstwo do dania sobie w obie strony.

Społeczność agilowa znana jest z dość powszechnego dążenia do samorozwoju przez lokalne grupy i spotkania, czy tu też są jakieś podobieństwa?

Coachowie, którzy się wspierają wzajemnie? Bez tego w ogóle nie ma rozwoju w tym środowisku. Coach, który przestaje się szkolić zamiera, za chwilę nie ma racji bytu. Coachowie ICF – nie wiem, jak w innych organizacjach – zbierają się regularnie, co miesiąc w danej lokalizacji. W Polsce jest 9 miast, w których takie spotkania się odbywają. Zapraszam wszystkich agilowych coachów na nasze spotkania! Wymieniamy się nowymi trendami, książkami, studiami przypadków, przyjeżdża często jakiś trener i opowiada o swojej pracy. Raz na kwartał robimy tak zwane learning fora, czyli zjeżdżamy się na coś większego, dłuższego, na większy warsztat, który wspólnie przepracowujemy. Raz do roku w Polsce zjeżdżamy się do jednej miejscowości i przez dwa lub trzy dni robimy mnóstwo warsztatów. Dla członków, którzy opłacili składkę roczną te spotkania są darmowe, pozostali uczestnicy za niektóre spotkania muszą zapłacić nieduże pieniądze. Ale przede wszystkim – całość tych przedsięwzięć odbywa się na zasadzie wzajemnego wspierania się starszych kolegów i koleżanek, którzy dzielą się czymś, co odkryli z młodszymi lub z dopiero studiującymi – to jest w ogóle podstawa tego, żeby to żyło.

Czy takie spotkania są otwarte czy zarezerwowane tylko dla stowarzyszenia?

Zależy które. Większość jest otwarta dla coachów i entuzjastów coachingu. Jedynym ograniczeniem jest sala, więc jeżeli jest akurat bardzo popularny trener, który przyjeżdża i jest ograniczenie co do miejsca, to w mailingach informujemy, gdzie trzeba się zgłosić i jak zapisać. Z zasady jest to spotkanie jak najbardziej otwarte i zapraszamy czasem ekspertów z branż pobocznych: na przykład psychologa, żeby nam opowiedział, w którym momencie, jako coach, musimy się zatrzymać, bo w danej sytuacji jest potrzebna interwencja terapeuty. Czasem prawnika, a czasem speca od reklamy, czy od PRu.

Wracając do tego pytania o to, jak zespoły pracują, wspominałaś wcześniej, że coach naprowadza pytaniami, że nie bierze na siebie odpowiedzialności, że w szczególności nie może na siebie brać rozwiązań – czy w takim razie członek zespołu scrumowego może być coachem dla swoich kolegów z tego samego zespołu?

Czyli nie mówisz tutaj o Scrum Masterze, tylko w ogóle o członku zespołu? [Tak] Nie zawsze musi być to coaching w czystym wydaniu! Mogą to być przecież pytania coachingowe wplecione w burzę mózgów, czy różne etapy organizowania pracy zespołu. W coachingu jest jeszcze coś takiego jak team coaching. Czyli funkcjonuje osoba, która  nie należy do zespołu i z zewnątrz zadaje pytania – troszkę to przypomina Scrum Mastera – ale też może być tak, że na przykład menedżer zostaje coachem, lider zespołu jest coachem dla całego swojego zespołu. Jest to ktoś, kto zadaje celne pytania. Tak zazwyczaj dzieje się w dynamice grupy, nieważne czy to jest grupa kumpli na podwórku którzy grają w kosza, czy to jest coś dużo poważniejszego w dorosłym życiu. Liderzy zawsze się wyłaniają. Kto to jest lider – to jest ktoś kto ma wizję, kto ma jakiś pomysł, kto w związku z tym zachęca innych do tego, by za nim podążyli. To jest ktoś, kto potrafi zebrać różne sprzeczne potrzeby i skanalizować to w jakąś jedną konkretną akcję czy serię akcji. Tak samo członek zespołu agilowego, ktokolwiek, kto może mieć odrobinę dystansu wobec burzy mózgów, która się dzieje, ma na tyle przytomny umysł, że może być i w procesie i niejako poza nim, po prostu laserowo zada jedno-dwa-trzy pytania, które cucą ludzi z jakiegoś zapętlenia, staje się automatycznie coachem. Coachem naturalnym.

Czy takie cucące pytanie to będzie jeszcze tylko pytanie czy już coaching?

Coaching-mołczing. To jest słowo, które dzisiaj akurat się sprzedaje. Tysiące lat temu był Sokrates, za tysiąc lat będzie jakiś inny sposób/trend. To jest tylko słowo. Chodzi o to, że jest ktoś przytomniejszy, ktoś, kto nie siedzi w zapętleniu emocjonalnym, kto ma na tyle dystansu, prostego kręgosłupa moralnego, zna kodeks honorowy grupy, wie jakie obowiązują tam wartości, jakie są potrzeby, czuwa nad tym wszystkim. Po prostu zadaje pytania. Albo to będzie król, który mówi swoim poddanym co trzeba zrobić, albo to będzie błazen, który w punkt, gdzieś w środku jakiejś rozmowy dworzan, o coś zapyta, coś wyśmieje i ocuci wszystkich z jakiegoś zaczadzenia. To nie ma znaczenia, kim taka osoba jest, byleby był to ktoś przytomny.

Wspomniałaś o menedżerze coachu, czasem słyszę takie stwierdzenie “chodź, cię scoachuję” ze strony menedżerów wyższego szczebla. Czy tu nie jest mieszana rola menedżera z coachem?

To jest śliska sprawa. Robi się takie treningi szkoleniowe dla menedżerów i to się dobrze sprzedaje, ale wiele zależy od tego, co mamy na myśli w tym kontekście, mówiąc coaching. Pewne rzeczy da się zrobić, a pewnych rzeczy się nie da zrobić jako menedżer. Menedżer jest w końcu odpowiedzialny za wynik, więc nie jest obiektywnym obserwatorem procesu, ale ma osobisty interes, by coś dobrze poszło. Jak tu zachować dystans i nie przywiązywać się do rozwiązań, które sami uważamy za najlepsze. Po pierwsze śmiejemy się wśród „koszernych” coachów z tekstu “chodź scoachuję Cię”, my tego nie nazywamy coaching, tylko czołging: “chodź, powiem Ci, co źle robisz”. I to nie jest coaching, to jest nadużycie modnego słówka. Ale na pewno sporo osób doświadczyło bycia z takim mądrym szefem, który oprócz tego, że był operatywny, wyczuwał moment, w którym pracownik już nie potrzebuje rozkazów, tylko potrzebuje przejść na tryb większej odpowiedzialności. I wtedy taki menedżer zaczyna zadawać pytania, zamiast wydawać polecenia, czerpie z wiedzy i doświadczenia podwładnego, pozwala mu się wykazać, pozostawia przestrzeń do wspólnego decydowania. Aż w końcu wręcz umawia się tylko na wyniki i zostawia swojemu podwładnemu wolną rękę, jak on tego dokona, a wspólne rozmowy wykorzystuje na głębsze dyskusje o sensie, o wartości projektu, o długofalowych skutkach i wizji na przyszłość. Czysty coaching! 🙂

Czy spotkałaś się z terminem agile coaching? Jak ten coaching ma się do tego “koszernego” coachingu?

Podejrzewam, że pod tym słowem, tak jak pod samym coachingiem, kryje się dużo różnych praktyk ludzkich, więc za agile coachingiem może kryć się wiele różnych rzeczy. Domyślam się, że jeśli ktoś przychodzi na jakąś ceremonię, ogląda, co się dzieje, a potem zadaje pytania, to to może być bardzo czysty wpływ na grupę, poprzez zadawanie pytań. I to może być po prostu fajny coaching, tyle że ma przymiotnik agile. Natomiast też sobie wyobrażam, że zdarzają się pewnie praktyki, że przychodzi taki ktoś, niby to obserwator ceremonii i zaczyna mówić “a co Wy tu robicie? a przecież to tak, a to tak” i leci z całą litanią pomysłów jak to powinno być inaczej. Czy to jest coaching? No już chyba nie. Coachowie nazwaliby to doradztwem, treningiem, mentoringiem. Pytanie czy jest to gdzieś u Was opisane? Czy macie swoje przepisy na placek – co wolno, a czego nie wolno profesjonalnemu agile coachowi.

Na pewno nie ma jednej księgi, ani zamkniętej listy. Jakie może mieć konsekwencje ten drugi tryb, o którym wspominasz, kreowanie rozwiązań zespołowi zamiast zadawania im pytań?

No cóż – pierwsza rzecz oczywista: jeśli poddajemy komuś pomysły, a zwłaszcza pomysł – bo pół biedy, gdy tych pomysłów jest pięć i wybierzcie sobie jeden, który do Was pasuje – zespół w tym momencie traci możliwość nauczenia się czegoś. Jeśli zespół ma trudność z wypracowaniem jakiegoś rozwiązania i następuje interwencja z zewnątrz, to otrzymują sygnał : „jeszcze nie jesteście w pełni samodzielni.” Ta konkretna okazja do wzrostu dojrzałości grupy została stracona. Będą musieli poczekać na kolejny kryzys, by sprawdzić się w boju. Zawsze jak się dostaje rozwiązanie z zewnątrz możemy je przyjąć albo nie, ale jeśli rozwiązanie przychodzi od kogoś, kogo stawiamy wyżej w hierarchii od siebie, to strasznie trudno jest to odrzucić. Świadomie lub nieświadomie wybieramy właśnie to jako najlepsze spośród wszystkich pomysłów wypracowanych przez całą grupę.

Pytanie czy zawsze trzeba czekać aż grupa coś wymyśli sama? Czasami po prostu jest pożar, jest deadline i nie uważam, żeby trzymanie się „koszernego” coachingu do końca zawsze miało sens – Titanic już w połowie zatonął, a my pytamy coachingowo “jakie jeszcze znamy sposoby na pływanie w lodowatej wodzie? A co byłoby jeszcze lepsze?” Nie można się dać zwariować coachingowi, coaching nie jest lekarstwem na wszystko. To jest dobre w czasach pokoju, gdy jest chociaż trochę oddechu i luzu, nie w czasach kiedy jest pożar – wtedy potrzebny jest lider, który widzi wyjście z płonącego budynku, statku, czy innego zagrożenia. Ale uwaga! Mówię o pożarze. Jeśli ktoś czuje, że musi nieustannie podpowiadać zespołom swoje pomysły, „bo inaczej oni zginą beze mnie, a firma upadnie”, to znaczy, że ma problem.

Czy coaching ma odpowiedź na to, jak znaleźć tę chwilę oddechu?

Coaching nie, ale ludzie, którym zadajemy pytania na pewno.

Czy jest coś jeszcze, o co mogę Cię zapytać?

Jakie piękne coachingowe pytanie 🙂 Ja bym to nawet zamieniła na “czy jest jakieś pytanie, którego szczególnie się boisz?”

 … jednak jest, bo pojawiła się chwila ciszy.

Nie wiem czy to jest pytanie, ale brzmiałoby to : „Kiedy, na Boga, my się spotkamy? Te dwa światy – coachingu agilowego i coachingu „koszernego”? Uważam, że to jest coś, co niesamowicie wzbogaci te dwa środowiska. Coachowie doświadczeni, zwłaszcza team coachowie, mają ogromną wiedzę na temat tego, jak funkcjonują zespoły, ale też jak funkcjonuje mózg człowieka w trakcie komunikacji i twórczej pracy, bo to jest ta cała wiedza, która stoi za coachingiem. Mam wrażenie, że młodzi adepci agile’a jeszcze tego nie wiedzą. Po pierwsze – bo są młodzi, ale po drugie, bo agile wydaje się być bardziej procesowy i zadaniowy. Mózg, to jak on funkcjonuje, czego potrzebuje, byśmy mogli być twórczy, kreatywni, to jest to coś, co coaching „koszerny” ma do zaoferowania agilowi. To co agile ma do dodania, to jest to, że naprawdę po cichutku robi się rewolucja. Mnóstwo ludzi o tym nie wie, że coraz młodsi ludzie zaczynają się samoorganizować i zaczyna to wychodzić, jeśli są pod dobrym kloszem doświadczonych liderów. Dobrze by było, żeby coachowie wiedzieli, że jest do obsłużenia tak dużo fantastycznych procesów, które w różnych firmach, małych i wielkich, się dzieją. Zabrzmi to patetycznie, ale mówię: spotkajmy się, bo mamy sobie dużo do zaoferowania.

Zobacz także:

Jeden komentarz do wpisu: ““Tysiące lat temu był Sokrates” – wywiad o coachingu cz. 2

  1. Bardzo dobry, mądry wywiad. Nie tylko o coachingu/ czołgingu, ale też o dobrym i złym liderstwie, dobrym i złym zarządzaniu. Dzięki 🙂


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Ta strona używa Cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie ciasteczek zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Akceptuję, bo lubię Was czytać.
x